Patronat Mercedes-Benz obejmuje większość światowych tygodni mody – nie obejmuje on jednak Polski. Dodatkowo, Polska moda nadal nie zdecydowała, czy nasz narodowy Fashion Week powinien zostać w Łodzi, czy obejmować tylko weekend w Warszawie. Ludzie zainteresowani i wierzący w naszych narodowych/lokalnych projektantów, mają nadzieję, iż wsparcie agencji IMG byłoby zbawienne – nie tylko dla stworzenia imprezy na poziomie międzynarodowym, ale również zaprezentowanie narodu znad Wisły zagranicznym mediom i kupcom.
Od kilku miesięcy bacznie obserwuję i wykorzystuję wszystkie możliwości, jakie dostaję, aby przyjrzeć się przemysłowi modowemu. Tak też było, kiedy dostałam propozycję wzięcia udziału w holenderskim Mercedes-Benz Fashion Week Amsterdam.
Zacznę od krótkiej historii, która może być podsumowana już legendarnym cytatem Abstrach*jów – „Przez ten cholerny śnieg nie dojadę na feszyn łika”. Mimo, iż chętnie narzekamy na nasze polskie koleje, brak ogrzewania, zamrożone toalety, przy kiepskich warunkach pogodowych pociągi nadal jeżdżą. W Niderlandach jest jednak tak, iż kilka centymetrów śniegu powoduje zamęt i apokalipsę – pociągi nie tylko się opóźniają, ale w ogóle przestają jeździć. Media szaleją, podróżni histeryzują. Na szczęście, śnieg szybko stopniał, mój pociąg pojechał dalej.
Namiot jaki jest każdy widzi.
Holenderski Tydzień Mody odbywa się w centrum miasta, zaledwie 7 przystanków autobusowych od stacji kolejowej – Amsterdam Central. Idąc w kierunku legendarnych, białych namiotów (które są często obowiązkowym elementem FW), widzimy czarne flagi z nazwą i, oczywiście, logiem Mercedesa. Przy wejściu do namiotu – jeszcze więcej znaków Mercedesa i dwa modele samochodów tej marki – miałam wrażenie, jakbym przyjechała na wystawę samochodów. Namiot sam w sobie, sprawia wrażenie raczej przytulnego – na podłodze duża ilość wykładziny, firan, zasłon, trochę ścianek i klimatyczne oświetlenie, przypomina dobrze przygotowane targi. Po kontroli biletowej przechodzimy do raczej małej strefy, gdzie mamy dosłownie kilka stoisk sponsorskich (np. witaminowe wody, czy bar paznokciowy Essie). Wielki bar, kilka krzeseł, rozebrane kolorowe manekiny i wielkie koło, gdzie można się ustawić do zdjęcia w kształt logo Mercedesa. Po lewo – przejście do głównej sali pokazowej, a po prawo – mniejsza sala i kawiarnio-restauracja.Fashionweekowy namiot tworzy przestrzeń, między dwiema salami pokazowymi – Holandia ma zdecydowanie większe doświadczenie w gospodarowaniu opuszczonymi budynkami, squatami, zdechrystianizowanymi kościołami, czy starymi transformatorami, niż Polska. Dużo osób, z wielkim niesmakiem wspomina, jak zimno i nieprzyjemnie było na pokazach OFF Out Of Schedule w październiku, na łódzkim FPFWP, a w styczniu w Amsterdamie takiego problemu nie było (mimo, iż temperatura na zewnątrz była podobna). Podkreślę to jednak jeszcze raz – Holendrzy są zdecydowanymi mistrzami, jeżeli chodzi o recycling architektoniczny – mogę wręcz stwierdzić, że na świecie nie mają sobie równych. I prawdopodobnie dlatego u nich organizowanie wydarzeń i pokazów w takich lokalizacjach ma sens.
Organizacyjne kwiatki.
Po tym, jak wszyscy goście zajmą swoje miejsca, stojaki są wynoszone. Teoretycznie każdy sektor ma osobę, która kontroluje publiczność, ale tak naprawdę – nikt nie sprawdza, czy nie podsiadamy kogoś – stosuje się to dopiero w momencie, w którym gość, mimo przydzielonego miejsca i sektora, nie ma gdzie usiąść, ale również jest to raczej na zasadzie zapytania kilku osób, czy na pewno powinny tutaj siedzieć. A podsiadanie innych? Podobno praktykuje się to na całym świecie.
W strefie między pokazowej i kawiarni, nie można płacić normalnymi pieniędzmi. Aby móc dokonać jakiegokolwiek zakupu, zapłacić za jedzenie, czy za drinka, trzeba wcześniej wymienić euro na kupony – małe, plastikowe monetki, pokryte złotą folią i wielkim logiem (jakże by inaczej) Mercedesa. Jeden kupon kosztuje nas 3,40 euro. Jest to cena zaporowa, nawet jak na Holendrów zarabiających w tej walucie. I tak płacimy za piwo jednym kuponem, za frytki lub nachosy też po jednym, ale już za konkretniejsze danie musimy odłożyć przynajmniej 4 kupony.
Holenderski Fashion Week pozwala na zakupienie biletów na pokazy dopiero od kilku edycji (może dwóch lat), jednak nadal są to tylko wybrane pokazy. Ceny biletów były zależne od rzędu, w którym zainteresowany chciałby siedzieć, przez całe 15-20 minut (bo tyle zazwyczaj trwają pokazy). I tak – 8-10 rząd, to cena ok 20 euro; a za rząd drugi … aż 200 euro. Media holenderskie obśmiały tak wygórowane ceny, przy raczej nie wyczekiwanych pokazach. Umówmy się, że gdybyśmy rozmawiali o pokazie haute couture, taka cena byłaby zrozumiała – w innym przypadku jest śmieszna Organizator tłumaczył się, iż 200 euro za jeden pokaz, zapewnia rozrywkę na poziomie Platinum, a w skład biletu, wchodziła również trzydaniowa kolacja. Prawdopodobnie, najdroższa kolacja w życiu.
To nie koniec obserwacji - ciąg dalszy wrażeń z Mercedes-Benz Fashion Week Amsterdam wkrótce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz